Milewszczyzna po raz kolejny udowodniła, że ma swój niepowtarzalny klimat. Wystarczyło przekroczyć bramę Parku Kulturowego, aby zamiast współczesności znaleźć się w świecie sprzed setek lat. Wokół pojawiły się historyczne stroje, namioty rekonstruktorów, warsztaty dawnych rzemiosł, broń, łuki i przedmioty wykonane według wzorów inspirowanych odkryciami archeologicznymi.
To już siódma edycja Festynu Archeologicznego. Jak podkreśla Katarzyna Toczydłowska, dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury, Sportu i Turystyki w Korycinie, wydarzenie z każdym rokiem nabiera rozmachu.
Zaczynaliśmy festyn archeologiczny od 40 rekonstruktorów. Obecnie zawitało do nas około 240 rekonstruktorów. To około 30 drużyn, które przyjechały do Parku Kulturowego w Korycinie-Milewszczyźnie – powiedziała dyrektor.
Program festynu został przygotowany tak, aby każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Organizatorzy przygotowali pokazy tkactwa, garncarstwa i obróbki krzemienia, prezentacje dawnej broni, łucznictwo, średniowieczne gry, miniaturowe katapulty, turnieje oraz inscenizacja zdobywania grodu.
Małe dzieci, większe dzieci, ale również starsi zawsze czekają na bitwę i zdobywanie grodu. To przyciąga naprawdę różne pokolenia – zauważa dyrektor GOKSiT.
Niestety sobotnia aura sprawiła, że część zaplanowanych na dziś wydarzeń została przeniesiona na jutro.
Najmłodsi mogli natomiast korzystać z dmuchańców, torów przeszkód, mini katapult, gier planszowych czy warsztatów. Były również atrakcje pozwalające własnoręcznie spróbować dawnych technik.
Jednym z najciekawszych elementów festynu były stanowiska rekonstruktorów, którzy nie tylko opowiadali o przeszłości, ale przede wszystkim pokazywali ją w praktyce.
Na jednym ze stanowisk można było zobaczyć pracę kowala. Rekonstruktor przedstawiający się jako Szernas z Kuźni Szernasa przyznaje, że jego udział w takich wydarzeniach wynika przede wszystkim z pasji.
Jak każdy z naszej drużyny za dzieciaka oglądał „Władcę Pierścieni” i bawił się, bijąc pokrzywy kijkami, tak z czasem chcieliśmy zrobić to trochę na poważniej – opowiedział.
Dziś rekonstrukcja to dla niego znacznie więcej niż przebieranie się w historyczny strój. Jego drużyna odtwarza Jaćwingów – lud związany z terenami Suwalszczyzny.
Rekonstruktorzy starają się korzystać z wiedzy pochodzącej z muzeów, wykopalisk i znalezisk archeologicznych. Na ich podstawie odtwarzają stroje, broń, uzbrojenie i dawne technologie.
Nie mniej fascynujące było stanowisko poświęcone obróbce krzemienia. Wiktor Kałach, który wraz z rodziną odtwarza dawne technologie, zwraca uwagę, że wiele umiejętności naszych przodków wymagało ogromnej wiedzy i doświadczenia.
Myślałem, że zrobić grocik z krzemienia to jest łatwa sprawa. Okazało się, że nie. Trzeba się uczyć, trzeba mieć wiedzę, trzeba dużo próbować – powiedział
I właśnie takie doświadczenia zmieniły jego spojrzenie na ludzi żyjących przed wiekami.
Nasi przodkowie byli bardzo mądrymi ludźmi. Znali wiele technologii, mieli mnóstwo umiejętności, które teraz niestety odchodzą. A my staramy się zachować je przy życiu i nie dać im zaginąć – podkreślił.
Jego zdaniem największą wartością takich wydarzeń jest możliwość bezpośredniego kontaktu z historią. Dodał, że książka czy film nigdy nie pozwolą doświadczyć historii w taki sposób, jak udział w rekonstrukcji.
Nigdy przez książkę czy oglądanie filmu nie przeżyjesz tego na żywo – podkreślił.
VII Festyn Archeologiczny pokazał coś bardzo ważnego – historia nie musi być odległa i zamknięta w podręcznikach. Można ją zobaczyć, usłyszeć, dotknąć, a nawet własnoręcznie spróbować odtworzyć dawne rzemiosło.
Można było stanąć obok kowala przy rozgrzanym palenisku, wziąć do ręki przedmiot wykonany według dawnych technologii, spróbować strzelania z łuku albo obserwować wojowników ruszających do bitwy.
Deszczowa i kapryśna aura nie zniechęciła miłośników historii. Ci, którzy pojawili się na miejscu, mogli liczyć na wyjątkową atmosferę, spotkania z rekonstruktorami i możliwość poznania dawnych rzemiosł. Część wydarzeń, ze względu na aurę, została jednak przeniesiona na niedzielę.
Wśród odwiedzających nie brakowało osób, które zaplanowały tę wizytę dużo wcześniej i nie zamierzały rezygnować tylko dlatego, że pogoda nie dopisała.
Planowaliśmy to od dłuższego czasu, żeby tutaj przyjechać. Jesteśmy zdeterminowani, żeby tutaj być mimo pogody i zrobić ładne zdjęcia – powiedziała Alicja z Sępopola w warmińsko-mazurskim..
Jak się okazało, deszcz nie przeszkodził również w poznawaniu atrakcji festynu.
Najbardziej zainteresowali nas łucznicy, bo mogliśmy skorzystać z możliwości i trochę postrzelać z łuku. Ponieważ interesujemy się wczesnym średniowieczem, dlatego też się tutaj pojawiliśmy – powiedział Mateusz z Jasionówki.
Kapryśna aura nie odebrała festynowi najważniejszego – spotkania ludzi, których łączy zainteresowanie historią. Organizatorzy liczą, że niedziela przyniesie lepszą pogodę, a wraz z nią kolejnych odwiedzających.
Patronem wydarzenia jest Powiat Sokólski.
KP, JS, HI