Zdaniem wasilkowskiej policji i straży leśnej z Czarnej Białostockiej, to on rozwiesił w Puszczy Knyszyńskiej pokaźny kawałek mięsa naszpikowany prawie 90 haczykami i kotwiczkami wędkarskimi. Zdaniem leśników mogła to być śmiercionośna pułapka na wilki lub rysie.
Oskarżony twierdził, że to on jako pierwszy odnalazł niebezpieczne mięso.
Mężczyzna nie przyznaje się do winy. Przed sądem wyjaśnił, że to on jako pierwszy odnalazł niebezpieczne mięso, jednak nikomu tego nie zgłosił, bo sam chciał złapać sprawcę. W tym celu ustawił w pobliżu przynęty tak zwaną fotopułapkę. Ostatecznie naszpikowane mięso odnalazł spacerowicz i zgłosił sprawę służbom leśnym. Te, po odnalezieniu fotopułapki, wpadły na trop myśliwego.
Jak ustaliła straż leśna, kilka dni przed ujawnieniem śmiercionośnej przynęty oskarżony wykupił cały zapas wędkarskich haczyków w jednym ze sklepów. Mimo to w jego winę nie wierzy nadleśniczy i jednocześnie łowczy na terenie Puszczy Knyszyńskiej Jacek Sokołowski. Przyznaje, że błędem było niezgłoszenie znaleziska i zamontowanie fotopułapki, natomiast nie wierzy by myśliwy mógł zostawić przynętę. Dodaje, że jeśli sąd potwierdzi winę, jego kolega z koła łowieckiego zostanie usunięty z grona myśliwych.
Oskarżony 42-latek jest wieloletnim myśliwym. Za usiłowanie uśmiercenia zwierzęcia ze szczególnym okrucieństwem grozi mu do 3 lat więzienia. (rm/mag)
Źródło informacji: www.radio.bialystok.pl
Zdjęcie: www.prawo.egospodarka.pl
